Menu

Pisanie na śniadanie

Róbmy swoje...

Andrzej Wajda

ziemek52

Odszedł   Andrzej Wajda. Nie będę  się tu rozpisywał, że był najwybitniejszym polskim i jednym z najwybitniejszych reżyserów światowego kina. Po  prostu nim był. Dla mnie Andrzej Wajda był życiowym guru, nauczycielem wiedzy o Polsce. Bo też Polska zawsze leżała mu na sercu. Jednak w sposób szczególny. To nie była tylko jej gloryfikacja. Choć Polskę kochał i robił filmy o Polsce dla nas i dla świata. Mistrz patrzył na nasz kraj przez nasz pryzmat.  Pokazywał nasze wady narodowe, które nieraz doprowadzały kraj do upadku. Pokazywał też męstwo, odwagę i niezłomność. Obnażał wady rządów i systemów. Można powiedzieć, że Mistrz był reżyserem niepokornym. Nie można być bowiem pokornym i układnym pokazując prawdę. Ta prawda płynęła z jego filmów. Mając szesnaście lat widziałem już "Kanał", "Popioły", "Popiół i diament". Jednak prawdziwą przygodę z Andrzejem Wajdą rozpocząłem  od filmu "Wszystko na sprzedaż". Od tego czasu nastąpiła fascynacja jego filmami. Zawsze na nie czekałem. Oczywiście nie każdy film pana Andrzeja był arcydziełem, ale w każdym miał coś nam do powiedzenia, coś nam przekazywał. To nie były filmy proste. Reżyser zmuszał do myślenia, bo jak mało który, szanował widza. Często pod postaciami historycznymi, ukryta była prawda o współczesności. Trzeba było tylko dobrze ją odczytać. Mistrz kina był też znakomitym reżyserem teatralnym. Jego słynne "Biesy" czy "Nastasja Filipowna" głośne były na cały świat. Wracając do filmu chcę powiedzieć, że są filmy Andrzeja Wajdy, które odbiegają od wątków społecznych, rozliczających współczesność i historię. Są to "Brzezina", "Panny z Wilka" i "Tatarak". Wszystkie trzy na podstawie opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza. Moim ulubionym filmem, który zawsze oglądam we Wszystkich Świętych, są "Panny z Wilka". Film kameralny. Cudownie sfotografowany przez Edwarda Kłosińskiego. Odbiega od dotychczasowych filmów. Nie jak dotychczas pełen rozmachu. Spokojny i melancholijny. Nie może być jednak inny, bo jest o przemijaniu. W scenie końcowej  bohater filmu - Wiktor Ruben - wsiada na prom, by przedostać się na drugi brzeg. Ogląda panoramę miejscowości w której spędzał młodość. Wolno, jak nurt leniwie płynącej rzeki, przesuwają się przed nami widoki a Wiktor dopływa do drugiego brzegu. To malownicza scena, ale bardzo refleksyjna. Będącą jakby współczesnym obrazem mitycznego Charona przewożącego zmarłych przez rzekę Styks. Myślę, że wczoraj wieczorem Andrzej Wajda wsiadł na taki prom lub łódź i udał  się w podróż na Tamten Brzeg. Przypuszczam, że przed oczami miał panoramę. Inną niż Wiktor Ruben, bo panoramę  swego wspaniałego życia.

© Pisanie na śniadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci