Menu

Pisanie na śniadanie

Róbmy swoje...

Manifestacje i demokracja.

ziemek52

Pan prezydent odkrył dziś, że nie byłoby manifestacji KOD, gdyby w Polsce nie było demokracji. Jest to faktycznie powalająca konstatacja, która każe Kijowskiemu i KOD-owi potulnie zwinąć "uszy po sobie", pojechać do domu, a po drodze bić się piersi i prosić o przebaczenie. Śpieszę wyjaśnić, że pan prezydent jest w błędzie. Manifestacje i demonstracje są i były niezależnie od tego czy państwo jest demokratyczne czy zasady demokratyczne łamie. To, że państwo jest demokratyczne nie oznacza od razu, że nie łamane są w nim demokratyczne zasady państwa prawa. Demonstracje i manifestacje były i są nawet w państwach niedemokratycznych. To jest potężny oręż ludzi niezadowolonych i wyrażających swój sprzeciw. Manifestacje były nawet w carskiej Rosji a później w państwach totalitarnych. Dlatego rządy autokratyczne, tak się zawsze ich bały i boją. Wyrażają bowiem w sposób bezpośredni i nie podlegający manipulacji sprzeciw, który widzi ulica. Widzi bierny obserwator. A to jest lepsza informacja niż kłamliwy i zmanipulowany komentarz w telewizji. Pamiętam potężne manifestacje podczas stanu wojennego. Widziałem na własne oczy, jak z pochodu 1-majowego w Szczecinie wyłonił się kontrpochód stoczniowców. Kilkutysięczna grupa ludzi nie rozeszła się na Placu Żołnierza, gdzie kończył się pochód. Poszli dalej. Nie bali się. Wiedzieli, że przecież przy Bramie Portowej stają już oddziały ZOMO. Szli skupieni. Bez flag i szturmówek. Zwarty, wielotysięczny tłum stoczniowców zmierzał w kierunku Cmentarza Centralnego na Ku Słońcu. Do miejsc, gdzie zostali pochowani ich koledzy, którzy zginęli podczas Grudnia 1970 roku. Jednak co pewien czas, ten skupiony tłum ożywał. Śpiewano "uwolnić Lecha, zamknąć Wojciecha". Skandowano "Lech Wałęsa niech żyje". Tysiące rąk z palcami ułożonymi w kształcie litery "V" w jednej chwili wznosiło się w górę. Stałem wtedy na ulicy Narutowicza z 6-letnią córką i widzieliśmy na własne oczy. Widok był niesamowity. Jakże dodawali otuchy i nadziei idący manifestanci. Oddziały  ZOMO z armatkami wodnymi podążały za nimi bocznymi ulicami. Jednak nie użyto gazów łzawiących. Nie użyto armatek wodnych. Spokojnie doszli do cmentarza na Ku Słońcu. Wiedziano bowiem, że każde zaatakowanie stoczniowców jeszcze bardziej pogłębi niechęć ludzi do rządów Jaruzelskiego. Trudno mówić o PRL, jako państwie demokratycznym. Tym bardziej o stanie wojennym. A jednak manifestacje się odbywały. Owszem były nielegalne. Ale były faktem. Nie były one bowiem pochodami 1-majowymi, na których schlebiano władzy. Każda sensowna demonstracja jest skierowana przeciw czemuś. W demokratycznym państwie jest skierowana przeciw naruszaniu  demokratycznych standardów. Dlatego tak boją się ich rządzący autorytarnie państwem. Próbują  ich rangę  pomniejszać lub w ogóle ośmieszyć. Ale nie da się ich znaczenia ani pomniejszyć ani wyśmiać. I o tym Andrzej Duda wie. Jeżeli bowiem prezydent nie staje na  straży prawa, to na jego straży stają manifestujący, sprzeciwiając się jego łamaniu. A sprzeciw dotyczy też sprawowaniu urzędu prezydenta RP przez Andrzeja Dudę.

© Pisanie na śniadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci