Menu

Pisanie na śniadanie

Róbmy swoje...

Kiedyś to byli chuligani

ziemek52

Czasy zmieniły się. Wszystko jakoś spowszedniało. Stało się nijakie, miałkie i bez wyrazu. Honor i zasady gdzieś się rozpłynęły. Zwykli ludzie jacyś tacy "nijacy". Nawet chuligani nie tacy jak kiedyś.  Przeminęli razem  z dawnymi czasami lat 60-tych i 70-tych. I o dziwo, w czasach towarzysza Wiesława było ich najwięcej. I chyba jako jedni z pierwszych, byli całkowicie i dozgonnie, nastawieni antysocjalistycznie w Polsce. Honorowi byli i charakterni. Dziś zastąpił ich jakiś kibolski pomiot. Bez honoru, bezmyślny. Cóż to bowiem za honor i odwaga, chowanie twarzy w kominiarce i  kapturze po nos. Łysi, napakowani sterydami mięśniacy i dresiarze. Chuligan z dawnych czasów to był sznyt i elegancja. Rączki damom całował. Miejsca ustępował. Dzieci wysyłał do mamy. Pętaków, smarkaczy i nieletnich gonił do domu. Taki facet z bandy Czerwonych Koszul lub Stefanów w Szczecinie to był elegancik. Czerwona koszula albo w kratę. W zależności od przynależności. Spodnie rifle. Wyglansowane buty preslejki. Włosy uczesane i błyszczące brylantyną. Kto by tam wtedy myślał o żelach! A włosy im błyszczały jak lakierem pociągnięte. Na rękach czarne skórzane rękawiczki. Bo dłonie mieli w szczególnej dbałości, jak pianiści prawie.  Nie jedna dziewczyna, jak zobaczyła takiego przystojniaka, myślała, że to ów wymarzony książę z bajki. Szarmancki z zawadiackim uśmiechem na ustach, zdobywał taki serca dziewczyn. Gdyby  miał w zanadrzu pierścionek zaręczynowy, gotowe przyjąć oświadczyny od pierwszego wejrzenia. Zauroczona dziewczyna  nie domyślała się, że to paser, złodziej a nawet bandyta. A może wiedziała, ale trudno jej było wyciągnąć go z szemranego interesu. Zwłaszcza gdy przynosił jej modne ciuchy, w których szła potem na dancingi  do Kaskady. A on nawet jak miał w jednej kieszeni pierścionek, to w drugiej sprężynowca. Zielone z Waszyngtonem też miał. Jak miał, to stawiał drinki i bawili się z całym "półświatkiem" Szczecina w Kaskadzie.  A  jeszcze, gdy pięknie tańczył tango albo rock&rolla i tak cudnie przytulał dziewczynę w tańcu, skąd by przyszło jej do głowy,  że to łobuz. A wszystko co miał  na sobie i w portfelu pochodziło z "lewizny". Zwykła praca też nie była dla niego. Waciane kufajki, łopata i kilof, to nie dla tak delikatnych rączek. Robota na etat i w biurze, to zbyt jednostajne i nudne. Ten pośpiech do roboty, to nie dla niego.  Tu trzeba było twórczo robić. Bez pośpiechu, a nie, co rano, gonić do nudnej roboty. Wolny zawód. Taki to nie robił a miał. A jak przestał robić i nie miał, to znaczyło, że ma za kratkami "urlop przymusowy"  od roboty. A jak wyszedł, to był tak głodny tej roboty, że  co rychlej do niej wracał. Rewiry mieli w miastach. I kodeks ich profesji nakazywał nie naruszać tej "świętości". Raz więc, może przez dopiero terminujący w "profesji" narybek, została naruszona. Doszło do spotkania na pięści. A może na coś bardziej ostrego i błyszczącego - nie wiem. Nie widziałem. Jako bowiem 10 letni pętak zostałem przegoniony do mamy z Placu Dziecka w Szczecinie. Bo tam dwie bandy się spotkały. Czekali aż zniknie ostatni dzieciak. Rogatki obstawili  na czatach stójkowymi. I tam się naparzali. Małolatom i niewiastom wstęp był wzbroniony. Stójkowi i tak by nie wpuścili. Za to przy Bogusława i Langiewicza wszyscy byli w oknach. A przyszli na plac w "strojach firmowych". Jedni w czerwonych koszulach . A drudzy w koszulach w kratę. Bez kominiarek, kapturów na głowach. Odwaga była w cenie. Milicji też nikt nie wzywał. Pamiętam, że gdy skończyli firmowe porachunki, szli ulicą, szykiem rozstawnym ci z "Czerwonych koszul". Wyglądali jak kowboje z "Siedmiu Wspaniałych". Potem poszli całą grupą do "Kostka" na Królowej Jadwigi . Wtedy piwiarni , speluny,  jak kto chce. Słabi i mięczaki nie mieli tam wstępu. I nie wiem , czy poszli opijać zwycięstwo czy przegraną?  Na drugi dzień pół Szczecina huczało od plotek. Kto zwyciężył - nikt się nie dowiedział. Mieli swój honor i kodeks. Sypać nie było wolno. A dzisiaj ? Burdy, wyzwiska, demolowanie stadionów , pociągów , sklepów, samochodów.  Co za czasy, co za obyczaje! Czy wtedy, przyszłoby do głowy takiemu opryszkowi, żeby demolować swoje "miejsca pracy"? Kodeks i honor obowiązywał nawet w półświatku. A dziś? Szkoda gadać.

© Pisanie na śniadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci