Menu

Pisanie na śniadanie

Róbmy swoje...

Absurdalne prawo

ziemek52

Na Facebooku przeczytałem link, że 27 letnia Anna po wylewie /pękniecie tętniaka mózgu/nie ma prawa do zasiłku rehabilitacyjnego, ani prawa do renty z ZUS-u. Brak jej 4 lat pracy na pełnym etacie , aby taką rentę uzyskać. Nie może mieć, bo do tej pory się uczyła. Dramat nastąpił gdy wybierała się na ostatni egzamin. Szybka pomoc lekarska i 2 operacje neurochirurgiczne uratowały kobiecie życie. Potem rehabilitacja w Choszcznie. Nie dawano jej większych szans. Tymczasem,  dzięki wysiłkowi całej rodziny i rehabilitantów, udało się kobiecie przywrócić mowę i częściowo sprawność ruchową. Teraz porusza się na wózku inwalidzkim. Jednak by z niego wstać i pójść o własnych siłach potrzeba jeszcze dalszej rehabilitacji i leczenia , które kosztują. Z czego ma zapłacić Anna skoro / oprócz 150 złotych zasiłku/  nie posiada żadnych innych środków utrzymania.Urzędnicy bezradnie rozkładają ręce. Wiadomo - przepis, nawet nieludzki, rzecz święta i zwalniająca urzędników z myślenia. A przecież to właśnie urzędnicy, widzący  niejedno ludzkie nieszczęście i wiedzący o absurdalności prawa, powinni zgłaszać wszelkie poprawki jako pierwsi dyrektorom urzędów, radnym i posłom. Ale po co ? Wszak obowiązuje norma,że lepiej się nie wychylać. Nie robią więc nic, a w razie nieszczęścia zasłaniają się przepisem, bo przecież nie można przepisów łamać!!!  Przepis staje się dla nich zasłoną, swego rodzaju alibi, że  nic nie mogą , bo mają przepisy. A przecież urzędnicy to grupa inteligencji społecznej znającej prawo administracyjne, ekonomię , zarządzanie , prawo . Urzędnicy stanowią ową pierwsza linię styczności państwo-obywatel. I to właśnie oni powinni zgłaszać, jako pierwsi, absurdalność przepisów, bo jako pierwsi mają z nimi do czynienia. Tymczasem widać, że lepiej traktować  przepis jako tarczę dla braku kompetencji i inicjatywy, niż go zmieniać. Właśnie stąd wziął się protest rodziców dzieci z porażeniem mózgowym w Sejmie. Skoro nie potrafi urzędnik, wobec tego, sami to załatwimy. Pytanie tylko - po co nam urzędnicy?

Otwieram Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej uchwaloną 6 kwietnia 1997 roku. Czytam i przecieram oczy ze zdziwienia.

Art 38 mówi, że Rzeczpospolita zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę zdrowia. Nie dopisano jednak,że tylko wtedy gdy opłaca składki ZUS przez co najmniej 5 lat.

Art 68 mówi

        1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.

        2. Obywatelom, niezależnie od sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy

            dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

            Warunki i  zakres udzielania świadczeń określa ustawa.

        3.  WŁADZE PUBLICZNE SĄ OBOWIĄZANE DO ZAPEWNIENIA SZCZEGÓLNEJ OPIEKI

             ZDROWOTNEJ, KOBIETOM CIĘŻARNYM, OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM I OSOBOM

              W PODESZŁYM WIEKU.

 Art 69 mówi

           OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM WŁADZE PUBLICZNE UDZIELAJĄ, ZGODNIE Z USTAWĄ

           POMOCY W ZABEZPIECZENIU EGZYSTENCJI, PRZYSPOSOBIENIU DO PRACY I

           KOMUNIKACJI SPOŁECZNEJ.

 

    Przecieram oczy ze zdziwienia, bo ustawy o których mowa w poszczególnych artykułach,

    powinny być zgodne z duchem i postanowieniami Ustawy Zasadniczej. Gdy tymczasem

    nie są zgodne. Jak pogodzić bowiem art 69 z odmową przyznania Annie renty inwalidzkiej

    bądź socjalnej i przyznanie tylko 150 złotych zasiłku z Pomocy Społecznej.Czy ktoś przy-

    tomny, zdający sobie sprawę z kosztów rehabilitacji, może dać tak marny zasiłek.

    Takie prawo tworzą posłowie . Prawo, które nie współgra z postanowieniami Konstytucji.

    Światły urzędnik zauważyłby absurdalność tak stanowionego prawa. Dziś wszyscy jesteśmy

    narażeni, że spotka nas jakieś nieszczęście. Ilość wypadków samochodowych ludzi młodych

    jest coraz większa. Czy mają zostać bez opieki państwa jak Anna? Tylko dlatego, że urzęd-

    nicy zamiast kreatywnie pracować , są bierni i chowają brak inicjatywy i kompetencji  za

    paragraf przepisu.

    Takie mamy prawo jakich mamy posłów. Profesor Ewa Łętowska z gorzką ironią stwierdziła,

     że w Sejmie zasiadają partacze. I jak zwykle ma rację!!! Trzeba bowiem dużo nieudolności

     i prawnego partactwa, żeby zepsuć nawet  Konstytucję.

     Dodam jeszcze, że wtórują im urzędnicy, nieprzejawiający żadnego sprzeciwu wobec

     absurdalnych przepisów. Stosują bowiem zasadę "ja tu nie jestem od myślenia, tylko

     od stosowania przepisów".

   

 

   

          

            

© Pisanie na śniadanie
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci